Pokazywanie postów oznaczonych etykietą autonomia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą autonomia. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 19 kwietnia 2011

Autonomia Pomorza Gdańskiego i Warmii w ramach Rzeczypospolitej Obojga Narodów

W tekście chciałbym się odnieść do mniej znanej karty historii państwa polskiego. Chodzi o autonomię - zestaw szczególnych praw - jakimi cieszyła się przez ponad 300 lat jedna z prowincji  królestwa polskiego w latach 1466 do 1772. Chodzi tutaj o obecne pomorze gdańskie i ziemię warmińską. Obszar ten w tamtym czasie nosił nazwę Prus Królewskich.  
Pojęcie pruskości powszechnie - i to zarówno w kulturze polskiej jak i niemieckiej - jest zazwyczaj wiązane z kultem militaryzmu, rygoryzmem, obowiązkowością,  rozwiniętą biurokracją. Nazwa - Prusy - jest używana w odniesieniu do niemieckiego państwa, które przez wieki zagrażało Polsce. Ale prócz tych Prus istniały w historii także inne, które z wymienionymi powyżej cechami nie miały zbyt dużo wspólnego. Wręcz przeciwnie - swoją tożsamość budowały w opozycji do nich.  Mieszkańcy tych "innych Prus" woleli być częścią ówczesnej Rzeczypospolitej aniżeli przyłączyć się do księstwa pruskiego.
Ale przyjrzyjmy się bliżej historii. Mianowicie - od 1455 roku Prusami nazywano dwa kraje - Prusy Książęce i Królewskie. Wschodni obszar - z dotychczasowych ziem Zakonu Krzyżackiego - z główną siedzibą w Królewcu był określany nazwą Prus Książęcych. Były one do 1525 roku pod władzą Zakonu Krzyżackiego, zaś potem zostały zsekularyzowane przez Albrechta von Hohenzollerna stając się księstwem pruskim. Od tamtego okresu księstwo to było także lennem polskim. Z kolei zachodni obszar z byłych posiadłości Zakonu (dla którego głównymi miastami były: Gdańsk, Elbląg i Toruń) był określany mianem Prus Królewskich lub też od XVIII wieku Prus Polskich. Należały one od 1466 roku do 1772 do korony polskiej. Ówczesny podział przedstawia poniższa mapa:
Prusy Królewskie cieszyły się w ramach polskiego państwa sporą autonomią. Pragnę się skupić na przedstawieniu tej kwestii bardziej szczegółowo.
Dwoma głównymi elementami pruskiej autonomii były Ius indigenatus (prawo indygenatu) oraz prawo chełmińskie. Indygenat oznaczał prawo do mianowania w ramach prowincji na pozycje urzędnicze wyłącznie osób, które pochodziły z Prus (s. 57). Oznaczało to, iż  aby móc w ogóle ubiegać się o dany urząd rodzice danej osoby musieli być mieszkańcami Prus - mniej istotnym było w ich przypadku czy byli tubylcami czy przybyłymi. Sama jednak osoba starająca się o urząd musiała być autochtonem. Wykluczeni więc z możliwości obejmowania urzędów byli cudzoziemcy w pierwszym pokoleniu. Co oczywiście dotyczyło także Polaków z Korony. Ograniczenie to bazowało na intuicji, iż aby prawdziwie troszczyć się o daną ziemię - jej interesy i dobro powszechne - trzeba z niej pochodzić.
Indygenat oznaczał prawo do bycia pełnoprawnym obywatelem danej dzielnicy - posiadanie uprzywilejowanego statusu prawnego i społecznego. Polacy na różne sposoby starali się przedefiniowywać pojęcie indygenatu, np. aby posiadać to prawo wystarczać miało tylko przyjęcie zasad ustrojowych i praw zwyczajowych danego obszaru, a niekonieczne było urodzenie w ramach jego granic. Dla szlachty i mieszczan pruskich było jednak bardzo ważne, aby osoby sprawujące władze na ich terenie były ich rodakami. Dlatego sprzeciwiali się odgórnemu mianowaniu na poszczególne urzędu np. biskupie osób spoza Prus. 
Polacy krytykowali prawo indygenatu ze względu na to, iż ograniczało możliwości ich awansu w Prusach, podczas gdy tego typu ograniczenia dla Prusaków w Koronie nie istniały.  Prawo to było więc często omijane lub reinterpretowane tak, iż osoby spoza Prus mogły piastować istotne funkcje. Ale jego istnienie i ograniczenia jakie implikowało miały swoje uzasadnione podstawy. Okazało się mianowicie, iż mimo tych ograniczeń do końca Rzeczypospolitej  (tj. do rozbiorów) zdecydowanie więcej nie-Prusaków otrzymywało posady urzędnicze w Prusach, niż Prusaków w Polsce. Gdyby w ogóle nie istniało prawo indygenatu, to wtedy jeszcze więcej cudzoziemców obejmowałoby posady urzędników.
Drugim, istotnym elementem autonomii Prus Królewskich było prawo chełmińskie. Było ono związane z krzyżacką historią i niemiecką kolonizacją pruskich obszarów. Zbiór prawa chełmińskiego został potwierdzony w 1454 roku przez króla polskiego jako jeden z filarów autonomii pruskiej (s. 67). Stanowiło ono przypuszczalnie pomieszanie prawa flamandzkiego, sasko-magburskiego, a także polskiego. Szlachta pruska, inaczej niż mieszczanie była przeciwna temu prawu i starała się go znieść. Mieszczanie walczyli o utrzymanie ciągłości swych tradycji i sprzeciwiali się tego tupu próbom. Jednakże mimo tych rozbieżności nawet pruscy szlachcice podkreślali odrębny charakter własnego ustroju, mało tego - utożsamiali pozycję Prusaków ze statusem jaki miał w ramach Rzeczypospolitej naród litewski. Oczywiście polska strona odrzucała tego typu próby zrównania statusu Prus i Litwy. 
Prusacy nie bronili owego prawa z powodu jego krzyżackiego czy niemieckiego pochodzenia, ale ze względu na jego znaczenie dla autonomii ich ziemi. Dawało im ono możliwość wolnego wyboru sędziów i rajców spośród siebie, przywilej zwoływania sejmów i miejscowych zgromadzeń (s. 70). Mieszczanie pruscy byli bardzo przywiązani do owych praw, i traktowali je jako element swojej tożsamości, różniący ich od mieszkańców Korony.

Powyższy tekst powstał w oparciu o książkę Karin Fridrich - "Inne Prusy. Prusy Królewskie i Polska miedzy wolnością a wolnościami (1569 - 1772)". Poruszyłem tutaj tylko jeden z elementów przedstawianych w książce. Autorka pokazuje w jaki sposób przedstawiały się relacje między Prusakami i Polakami w ramach ich wspólnego królestwa. Okazywało się, iż czasem np. podczas najazdu Szwedów mieszczanie Pruscy, którzy w większości mieli niemiecki korzenie, okazywali się bardziej lojalni wobec korony polskiej aniżeli szlachta polska. Książka skupia się m.in. na problemie Prusaków z ich określeniem swojej relacji do Polski i polskości przez te około 300 lat. Z jednej strony woleli oni zostać w ramach królestwa polskiego z racji braku lepszych alternatyw - nie odpowiadał im bardziej absolutystyczny sposób rządzenia w księstwie pruskim. Przyswajali nawet ideologię sarmacką, tworzyli własne mity uzasadniające  pokojowe współżycie Polaków, Prusów i Niemców. Ale z drugiej strony pragnęli zachować swoją odrębną tożsamość, i bronili się przed centralistycznymi dążeniami szlachty polskiej i jej królów. Zachęcam do lektury książki, która ukazuje jak kształtował się - rzadko poruszany na lekcjach historii - proces demokratyzacji poszczególnych obszarów państwa polskiego.

sobota, 8 stycznia 2011

Autonomia Śląska - dlaczego tak (6)

Do moich przyjaciół konserwatystów. 

Tak jak wcześniej próbowałem wykazywać niekonsekwencję - wewnętrzną sprzeczność - w stanowisku liberalnych krytyków autonomii Śląska, tak teraz pragnę wskazać na niekonsekwencję w Waszym tj. konserwatywnym postępowaniu wobec postulatów RAŚ-iu. 

Mianowicie - jak to się dzieje, iż gdy ktoś Was drodzy konserwatyści wyzywa od mocherów, czy oszołomów; kiedy wyśmiewa się waszych polityków np. za to jakiego są wzrostu; kiedy porównują wystąpienia waszych polityków do wystąpień faszystów; kiedy główne media w Polsce uciszają Wasze głosy skargi odwołaniami do pojednania i miłości; kiedy przedstawia się Was jako fundamentalistów religijnych gdy walczycie o żywą obecność symboli religijnych w sferze publicznej; kiedy główne media w kraju zamiast przyglądać się pracy rządu, ciągle tropią bolączki opozycji; We wszystkich tych sytuacjach - Wy reagując potraficie stać się mistrzami podejrzeń, demistyfikacji, krytyki i ujawniania źródeł manipulacji jakiej poddawane jest społeczeństwo przez media. Czasopismo Fronda jest w stanie poświęcić nawet cały numer mechanizmom manipulacji - numer 57. Dlaczego jednak nie korzystacie z metody krytycznej także wtedy kiedy ktoś pisze nieprawdę na temat stanowisk innych aniżeli Wasze? 

Dlaczego nie przyjżycie się z tą samą demistyfikującą stanowczością tekstom pisanym na temat Ruchu Autonomii Śląska? Dlaczego bezmyślnie powtarzacie, że Śląsk chce się odłączyć od Polski i nazywacie Ślązaków separatystami? Dlaczego Wasze wypowiedzi dotyczące tego zagadnienia są pełne fobii na punkcie tego co niemieckie? Dlaczego nie akceptujcie alternatywnych tożsamości narodowych pewnej grupy obywateli naszego kraju, którzy stanowią mniejszość? Dlaczego jesteście tak niekonsekwetni w stosowaniu krytycznej analizy? Dlaczego stosujcie ją tylko wtedy kiedy to na Wasz temat kłamią, zaś kiedy szkalują kogoś innego to przyłączacie się do kłamstw?

Bronisław Wildstein w przywołanym numerze Frondy pisze: "Kolejna fundamentalna manipulacja to zestawienie retoryki Jarosława Kaczyńskiego, do której można mieć mnóstwo zastrzeżeń, z praktyką delegitymizacji, czyli odebraniem opozycji prawomocności, a więc pozbawieniem jej racji bytu. Niektórzy 'naiwni' komentatorzy, np. Waldemar Kuczyński, piszą to wprost. PiS-owi nie podoba się nasza konstytucja. PiS-owi nie podoba się stan rzeczy w Polsce. PiS jest opozycją antysystemową. PiS powinien zostać co najmniej zmarginalizowany i nie wolno dopuścić, aby znalazł się w sytuacji, w której mógłby zdobyć władzę. Jest to wprost mówione. Z demokracją i wolnością nie ma to nic wspólnego, ponieważ - przypomnijmy - PiS ubiega się o zmianę konstytucji i systemu w naszym kraju metodami demokratycznymi." (str. 57) Przypuszczam, że większość z Was - konserwatystów - zgodzi się z powyższą analizą. Dlaczego jednak kiedy media szkalują RAŚ i używając tych samych schematów argumentacyjnych piszą nieprawdę Wy bezkrytycznie przyjmujecie takie argumenty? - RAŚ-owi nie podoba się nasza konstytucja, RAŚ jest partią antypolską, RAŚ powinien zostać zmarginalizowany (tak jak analogiczna organizacja w Czechach kilka lat temu), RAŚ nie może zdobyć władzy (niektórzy postulują aby zdelegalizować tą organizację) (dowody na takie wypowiedzi znajdziecie w moich poprzednich analizach). Dlaczego ten sam wniosek, który broni PiS przed kłamstwami, nie może obronić RAŚ-iu - przecież także RAŚ "ubiega się o zmianę konstytucji i systemu w naszym kraju metodami demokratycznymi." Dlaczego ten sam schemat manipulacji ze strony mediów kiedy dotyczy Was jest kłamstwem, a kiedy dotyczy Ślązaków okazuje się świętą prawdą? Dlaczego nagle wasz krytyczny zmysł - jeszcze przed chwilą tak precyzyjny - ulega otępieniu? Przecież wiecie bardzo dobrze, że te to co mówi mainstream mediów w Polsce to kłamstwa. Czy nadal chcecie poddawać się jego manipulacji  przyjaciele konserwatyści?!

czwartek, 23 grudnia 2010

Autonomia Śląska - dlaczego tak (5)

Przedmiot analizy: Ludwika Dorna list otwarty do Donalda Tuska

Po przeanalizowaniu kilku wypowiedzi liberalnej sceny politycznej sięgam po pierwszego przedstawiciela (nie twierdze, że skrajnego konserwatysty) stanowisk bardziej konserwatywnych - Ludwika Dorna.

Nie chce rozpatrywać argumentów, które już były analizowane np. nazywanie RAŚ ruchem separatystycznym, krytyka dawnych kontrowersyjnych wypowiedzi Gorzelika. Istotny nowy argument, który pojawia się w wypowiedzi Dorna, a którego nie było w tekstach wcześniej analizowanych, to krytyka samej idei decentralizacji państwa i ustanowienia autonomicznych regionów. O ile więc liberałowie akceptowali postulaty pogłębionej samorządności, czyli sferę zmian administracyjnych, zwiększenia upodmiotowienia obywateli, ale nie akceptowali afirmacji tożsamości i kultury śląskiej, o tyle Dorn nie akceptuje obu obszarów postulatów RAŚ.

Podstawą krytyki ze strony Dorna jest fakt, iż propozycje RAŚ-iu kwestionują "zasadę unitarnego charaktery Rzeczypospolitej". Trudno się z tym nie zgodzić. Tylko nie rozumiem dlaczego mamy zawężać sobie możliwy obszar dyskusji nad rozwiązywaniem problemów kraju do takiego, który nie wychodzi poza dogmat unitarności. Owszem zasada ta jest w konstytucji, ale z jakiego powodu nie mielibyśmy jej zmienić. Zmiany, o ile są dobre stanowią podstawę dla rozwoju. Oczywiście o ile są dobre. A nic tak nie służy prawidłowej selekcji pomysłów jak krytyczna dyskusja nad nimi. Aby ona jednak była możliwa nie należy krępować sobie rąk dogmatami, które przecięż nie oznaczają wprowadzenia np. systemu totalitarnego, ale rozwiązania, które są stosowane w wielu państwach Europy i reszty świata.

Przypuszczam, że kilka wieków temu tego typu dogmatem, którego nie należy zmieniać była np. pańszczyzna na wsi, później brak równouprawnienia kobiet, albo np. w USA brak równouprawnienia ludności czarnoskórej. Ale pańszczyznę zniesiono, kobiety w Polsce niedawno uzyskały parytety, zaś prezydentem Stanów od jakiegoś czasu jest czarnoskóry. Przypuszczam, że przed zalegalizowaniem tych zmian pojawiały się listy podobne do prezentowanego listu Dorna, w którym broniono pewnych "dogmatów". Jednakże po jakimś czasie zmiana owych "dogmatów" okazywała się słuszna. Czy może jednak dziś ktokolwiek - prócz skrajnej prawicy - pragnie kwestionować zasadę równości wszystkich obywateli - chłopów, kobiet czy czarnoskórych - względem prawa?

Zasada unitarności jest w konstytucji polskiej, ale sama konstytucja przecież "z luftu" sie nie wzięła. Jest wyrazem woli obywateli, i jeśli obywatele wyrażą wolę jej zmiany w ramach prcedur demokratycznego państwa prawa, to dlaczego taka zmiana nie miałyby się dokonać? Nie chodzi przecież tutaj o zmiany, które kwestionowałyby sam demokratyczny porządek państwa. Czy USA czy Niemcy, które są państwami federalnymi, nie są demokracjami? Podstawę dla demokracji nie stanowi zasada unitarności, ale dwie głowne wartości tj. wolność indywidualna i sprawiedliwość społeczna. W ramach procedur jakie daje nam demokracja nad pozostałymi kwestiami możemy dyskutować. Argument, że autonomia jest nie do zaakceptowania, bo nie ma jej w konstytucji, to żaden argument.

środa, 22 grudnia 2010

Autonomia Śląska - dlaczego tak (4.1)

Zanim przejdę do omówienia kolejnego tekstu, pragnę rozwinąć wątek, którym zakończyłem post nr 4 poświęcony autonomii Śląska. Wnioski do jakich tam dochodzę umożliwiają, moim zdaniem, ukazanie immanentnej sprzeczności, która tkwi w stanowisku przeciwników autonomii naszego regionu.

Skrótowe przypomnienie tamtych wniosków. Moje dotychczasowe analizy doprowadziły mnie do stwierdzenia, iż w dyskusji dotyczącej autonomii Śląska da się wyodrębnić dwa główne jej obszary. Pierwszy, z którym krytycy autonomii (przynajmniej ci liberalni, konserwatystów będe jeszcze analizował) są zgodni z jej zwolennikami - jest to obszar dotyczący sfery ekonomiczno - administracyjno - obywatelskiej. Ogólnie chodzi o ideę pogłębionej samorządności, czyli poprzez zmiany administracyjne doprowadzenie do zwiększenia poziomu upodmiotowienia obywateli w ich regionach, a tym samym uzyskanie większej efektywności ekonomicznej. Drugi obszar dotyczy kwestii kultury, historii, dziedzictwa i tożsamości śląskiej. I to on jest tym obszarem, który nie może zostać zaakceptowany przez analizowanych przeze mnie do tej pory krytyków autonomii.

Zauważmy jednak, iż owi krytycy są niekonsekwentni kiedy pozytywnie odnoszą się do pierwszej sfery dyskusji a negatywnie do drugiej. Dlaczego? Ano popatrzmy jak sprawa wygląda. Najpierw się mówi: dajmy regionom większą samorządność, większą wolność w działaniu, w ten sposób zwiększymy ich aktywność, stopień odpowiedzialności i zmniejszymy biurokrację. Dobrze więc - dajemy taką pogłębioną samorządność także Śląskowi. W ramach tej pogłębionej samorządności tj. odejścia od pełnienia przez państwo roli nadopiekuńczego rodzica i dania większej wolności regionowi - Śląsk prowadzi także własną politykę tożsamościową, kulturalną, afirmując swoją narrację historyczną (oczywiście nie przekreśla to wszelkich związków z kulturą i historią Polski, ale działania te wykraczają poza jej konstytutywne elementy). Co się jednak okazuje? Mianowicie takie działanie, które jest realizacją pogłębionej samorządności - idei samostanowienia regionu, spotyka się z krytyką tych, którzy przed chwilą przyznali regionowi prawo do samostanowienia. Z jednej strony daje się nam pogłębioną samorządność, a z drugiej się ją nam zabiera. Polscy politycy byliby skłonni dać Śląskowi możliwość zwiększonego samostanowienia, ale o tyle o ile byłoby ono przez niego realizowane zgodnie z ich wytycznymi. Centrala zachowuje się nadal jak nadopiekuńczy rodzic, który owszem pozwolił wyprowadzić się dziecku na swoje mieszkanie, ale który dzwoni do niego po kilka razy dziennie mówiąc co ma jeść, co ma czytać, z kim może się spotkać. To brak konsekwencji, nierealizowanie do końca zamierzonych postulatów i w rezultacie brak upodmiotowienia Ślązaków.

Moim zdaniem, krytycy autonomii Śląska popadają w sprzeczność ze względu na brak tolerancji i zaufania do Ślązaków, które tkwi u podstawy ich stanowiska. A ten motyw już kilka razy przerabialiśmy w historii. Był on obecny w II Rzeczypospolitej (polityka względem Korfantego, polityka realizowana przez Michała Grażyńskiego). Także PRL wcale nie był państwem pozbawionym antagonizmów etnicznych, często pamięta się w tym zakresie głównie o roku 1968, zapominając o polityce wobec Ślązaków i Niemców (obozy, zakaz rozwoju kultury i języka). Zaś w III Rzeczypospolitej Polacy nie chcą zgodzić się na nadanie Ślązakom statusu mniejszości narodowej. Gdzie Czesi już dawno to uczynili. Także nie okazują, moim zdaniem, dobrej woli w kwestii zrozumienia postulatów Ślązaków pragnących otrzymać autonomię. Śląsk to nie region jak każdy inny w Polsce. To u nas żyją dwie najliczniejsze mniejszości etniczne - śląska i niemiecka. Różnimy się od reszty Polaków, ale pragniemy z pełnym przekonaniem w pełni uczestniczyć w strukturach demokratycznego państwa polskiego.
W związku z przedstawioną sprzecznością proponuje w celu jej usunięcia, aby jasno określić się zgodnie z kierkegaardowską zasadą albo-albo. Albo rzeczywista pogłębiona samorządność bez przyszywanego nadzoru w sferze kultury i historii (co nie oznacza odrzucenia kultury i historii polskiej. Na Śląsku żyje bardzo dużo Polaków, przecież oni uczestniczyliby w autonomii tego regionu) albo w ogóle zrezygnujmy z postulatu pogłębiania samorządności i przestańmy udawać, że nam na nim zależy.

wtorek, 21 grudnia 2010

Autonomia Śląska - dlaczego tak (4)

Przedmiot analizy: wywiad z Tomaszem Nałęczem

Nałęcz rozpoczyna swoją wypowiedź od stwierdzenia, iż działalność RAŚ stanowi zagrożenie dla samorządności polskiej. W tej krytyce nie chodzi mu jednak o postulat pogłębionej samorządności, ale o postulaty, zachowania i stwierdzenia RAŚiu, które szkodzą polskiej samorządności. W jakim wymiarze działalność RAŚ szkodzi polskiej samorządności zdaniem Nałęcza?

W idei samorządności, twierdzi on, nie powinno występować przeciwstawienie patriotyzmu państwowego i patriotyzmu lokalnego. W samorządności każdy Polak akcentuje swój patriotyzm poprzez pracę na rzecz swej lokalnej wspólnoty. Zaś patriotyzm śląski jest przeciwstawiany przez RAŚ patriotyzmowi polskiemu. Zdaniem Nałęcza - tym samym działalność RAŚ szkodzi samorządności. Ten sam argument podnosi Jerzy Buzek. Odpowiedziałem na ten zarzut w poprzednim poście. Ale jeszcze raz - tym razem bardziej syntetycznie:
Podstawą obrony przed tą krytyką stanowi rozróżnienie na dwie koncepcje narodu czy też dwie formy patriotyzmu  - obywatelską i etniczną. Różnią się one odpowiedzią na pytanie - kto jest np. Polakiem? W przypadku patriotyzmu obywatelskiego Polakami są wszyscy obywatele państwa polskiego tj. nie tylko etniczni Polacy, ale także członkowie różnych mniejszości narodowych i etnicznych zamieszkujących obszar Polski. Z kolei w przypadku patriotyzmu etnicznego Polakami są etniczni Polacy. Mniejsza o dokładne kryteria przynależności do tej kategorii. Nie są one tutaj istotne. Faktem jest, że w tej grupie na pewno nie  znajdą się osoby, które deklarują przynależność do któreś z mniejszości narodowych i etnicznych. Wracając do kwestii krytyki patriotyzmu śląskiego - nie jest on definiowany jako opozycyjny w stosunku do państwa polskiego, tym samym nie jest przeciwstawiany patriotyzmowi obywatelskiemu. Jest z kolei definiowany jako opozycyjny w stosunku do polskiej tożsamości etnicznej. Co jest oczywistym ze względu na odrębność tożsamościową Ślązaków. Jaki sens ma zarzucanie Ślązakom, iż określają swój patriotyzm (etniczny) jako opozycyjny wobec polskiego? Twierdzenie czegoś podobnego jest analogiczne do sytuacji, w której zarzuca się mniejszości polskiej na Ukrainie, że przeciwstawia swój patriotyzm (etniczny) patriotyzmowi ukraińskiemu. Tym samym krytykuje się to, iż Polacy na Ukrainie dbają o swoją kulturę, przekaz historyczny, posługują się swoim rodzimym językiem. Czy jednak Polak mieszkający na Ukrainie nie może być mimo tego lojalnym obywatelem ukraińskim? Moim zdaniem może. Tak samo Ślązak, który określa swoją tożsamość wykraczając poza kulturę, historię, mentalność polską i wratości typowo polskie może być lojalnym obywatelem państwa polskiego. Gdzie tutaj sprzeczność? Wmawianie ludziom, że Ślązacy przeciwstawiają swój patriotyzm polskiemu to retoryczny chwyt, bądź też po prostu mówienie nieprawdy. Zaś skutki takich działań prowadzą do pogłębienia niechęci większości Polaków do Ślązaków. Tym samym jest to próba zwiększenia podziałów społecznych, co w rezultacie zamiast do pogłębienia samorządności prowadzi do pogłębienia konfliktów społecznych.
Do faktu, iż Kaszubi nie określają swojej tożsamości w opozycji do tego co polskie, także już odniosłem się w poprzednim poście. W skrócie: Po pierwsze Kaszubi nie mają powodu do tego aby określać swoją tożsamość w opozycji do tego co polskie, a Ślązacy mają. Po drugie, Kaszubi są gurpą etniczną w ramach narodu polskiego, zaś Ślązacy są grupą etniczną, która wykracza poza naród polski. Nie jesteśmy Polakami (w rozumieniu etnicznym a nie obywatelskim) - czy potraficie to zaakceptować? My akceptujemy waszą inność, czy wy możecie zrobić to samo z nami?

Teraz troche o retoryce tekstu. Wypowiadający się stosuje bardzo sprytne retoryczne zabiegi. W pierwszym przypadku chodzi o "zdziecinnienie" przeciwnika, ukazanie go jako niedojrzałego. Nałęcz twierdzi, że twierdzenia liderów RAŚ to fascynacja okresu dojrzewania - wynik potrzeby  emancypacji. Dodaje on także, że są oni niedojrzali. Proponuję w takim razie zobaczyć wywiady z Jerzym Gorzelikiem - gdyby przynajmniej połowa polskich parlamentarzystów dysponowała takim stopniem dojrzałości w sposobie prowadzenia dyskusji i prezentowania swego stanowiska co on, to z pewnością wzrósł by ogólnopolski poziom zadowolenia z działalności polityków. Postulaty RAŚ-iu nie są wyrazem żadnej niedojrzałości, tylko wyrazem stanowiska wielu mieszkańców Śląska. No chyba, że niedojrzałymi nazwiemy ponad sto tysięcy ludzi, którzy głosowali na RAŚ, oraz wcześniej przyznawali się do narodowości śląskiej. Takie zabiegi retoryczne, to próba marginalizacji przeciwnika, ukazanie go jako niekompetentnego, a tym samym rezygnacja z dialogu z nim. 
Drugi przykład zabiegu retorycznego służy wykorzystaniu antagonizmu polsko - niemieckiego. Nałęcz twierdzi, że w okresie międzywojennym Niemcy prowadzili wojnę celną, aby zniszczyć Śląsk. Zauważmy, że to twierdzenie nie mówi tylko o faktach tj. Niemcy podejmowali pewne działania, ale o motywacjach ze względu na które podejmowali oni te działania. Dlaczego jednak Niemcy mieli by chcieć niszczyć Śląsk, który przez wieki rozwijali i który należał do nich? Jeśli już podejmowali działania wrogie wobec kogoś i chcieli komuś zaszkodzić to Polsce. Nie usprawiedliwiam tutaj tych działań. Chodzi mi o wykazanie kolejnego zabiegu retorycznego, który przez zawężenie prowadzi do twierdzenia nieprawdy, a tylko oddziałuje niepotrzebnie na emocje.

Przyznaję, ze problematyczne mogą się wydawać niektóre wypowiedzi Jerzego Gorzelika np. o małpie która zepsuła zegarek, czy to, że nigdy nie przysięgał na lojalność wobec państwa polskiego. Jednak, z tego co mi wiadomo, Gorzelik nie podtrzymuje już tych wypowiedzi. Sam niedawno złożył przysięgę w sejmiku województwa, które jest częścią państwa polskiego. Skoro sam autor się odżegnuje od nich i przedstawia nowe, spójne, konstruktywne stanowisko, to podejmowanie analizy pewnych cytatów z przeszłości nie służy sprawie, a tylko paraliżuje dyskusję.

Nałęcz przedstawia bardzo ciekawy argument dotyczący historii Śląska. Mianowicie w okresie międzywojennym część Śląska dostała się w polskie ręce, ale mimo to rozwijała się. Zaś w okresie PRL-u Śląsk był przedmiotem zazdrości ze strony innych województw. Także do tej kwestii odnosiłem się w analizie nad wypowiedziami Buzka. Co do całości regionu tezy te mogą być prawdziwe. Jednak nie są one prawdziwe jeśli chodzi o samych Ślązaków (argumenty przedstawiam w tamtym poście). Proponuje także zobaczyć film Kazimierza Kutza "Perła w koronie", który podejmuje losy Ślązaków w okresie międzywojennym.

Należy się jednak w pełni zgodzić z Nałęczem, kiedy twierdzi, iż problemy jakie spotkały region tak mocno uprzemysłowiony jak Śląsk nie wynikają wszystkie z polityki państwa polskiego. W przeciągu ostatnich lat nie tylko polskie kopalnie są zamykane, ale także niemieckie, austriackie i inne. Nie tylko w Polsce przemysł ciężki przeżywa kryzys, ale także w innych krajach. Rzeczywiście w dobie globalizacji jest oczywistym, iż procesy w danych regionach nie są wynikiem tylko polityki określonego państwa, ale także procesów globalnych. Jednakże jak to się dzieje, że mieszkańcy Śląska mogą wyjeżdżać np. do Hiszpanii czy Czech i tam znajdują zatrudnienie w kopalniach, zaś w Polsce te kopalnie są zamykane? Dla mnie to tajemnica. Nie wiem jak odpowiedzieć na to pytanie. Ale tutaj znowu następuje redukcja problemów Śląska do ekonomii i administracji - która była obecna także w przypadku Buzka. W postulatach RAŚiu nie chodzi tylko o to, ale także o dowartościowanie kultury, historii i tożsamości śląskiej. 

Mam wrażenie, że problem autonomii podzielił się jakby na dwa obszary. Postulaty RAŚ-iu dotyczą z jednej strony regionu śląskiego i pogłębionej samorządności  tj. większej samodzielności ekonomicznej, administracyjnej i obywatelskiej - nie tylko Śląska, ale wszystkich regionów w Polsce. I z tym postulatem zgadzają się w pewnej mierze - zarówno Buzek i Nałęcz, a nawet Cichocki mówił o zmianie polityki centrali państwa w stosunku do regionów. Drugi obszar postulatów RAŚ-iu dotyczy Ślązaków i ich tożsamości - godki śląskiej, dziadków w Wehrmachcie, pełnej afirmacji historii Śląska. Czyli akceptacji istnienia silnej tożsamości śląskiej, która w regionie Śląska stanowi poważną (także liczebnie) alternatywę dla tożsamości polskiej. Te postulaty są demonizowane w analizowanych wypowiedziach. Pokazuje się Ślązaków jako separatystów, jako nielojalnych w stosunku do państwa polskiego, jako odrzucających patriotyzm polski. 

Podział na te dwa obszary postulatów i raczej pozytywne odniesienie do pierwszego, zaś zdecydowanie negatywne do drugiego świadczy, moim zdaniem, przede wszystkim o braku tolerancji ze strony Polaków dla odmienności śląskiej. I nie przekonują mnie argumenty, że Polacy obawiają się, że Ślązacy będą stanowić zagrożenie dla tożsamości Polaków mieszkających na Śląsku. Powtórzę w tym miejscu argument, który już przytaczałem - w ten sam sposób zaborcy pruscy argumentowali na rzecz wzmocnienia germanizacji regionów zamieszkanych przez Polaków. Jest to działanie konieczne, bo inaczej Polacy spolonizują dobrze zarabiających, mających lepsze dojścia do systemu władzy, wspomaganych przez policję Niemców. Absurd. Taka argumentacja to kolejny sposób na ucinanie dyskusji i marginalizację przeciwnika. W tej sprawie potrzebujemy z kolei wzajemnego zrozumienia i tolerancji dla inności. Polacy nie mają się czegokolwiek obawiać ze strony Ślązaków. My chcemy tylko akceptacji dla tego czym jesteśmy. Podejrzenia o dążenia separatystyczne, przyłączenia Śląska do Niemiec itd. to efekt "świadomości oblężonej twierdzy". Brak ugruntowania własnej tożsamości, postrzeganie każdego jako wroga to nieodłączni towarzysze nietolerancji. Jak was przekonać, że w niczym wam nie zagrażamy, a wręcz przeciwnie - chcemy razem z wami działać na rzecz dobra kraju. Jedynej rzeczy jakiej chcemy to akceptacja naszej inności.

poniedziałek, 20 grudnia 2010

Autonomia Śląska - dlaczego tak (3)

Przedmiot analizy: wywiad z Jerzym Buzkiem

Moim zdaniem, są cztery kluczowe kwestie podejmowane przez Buzka w jego wypowiedzi: krytyka samorządności Śląska realizowanej przeciwko Polsce, porównanie "śląskich krzywd" do krzywd innych regionów Polski, pozytywne odniesienie się do działalności Związku Górnośląskiego oraz stwierdzenie, iż właściwie to zgadza się z RAŚ-iem.

1. Jerzy Buzek uważa, iż Ślązacy inaczej niż Podhalanie, Wielkopolanie czy Kaszubi budują swoją specyficzną tożsamość w opozycji do tego co polskie. Także postulowana przez nich samorządność miałaby być realizowana przeciwko Polsce.
Po pierwsze. Czym jest to co polskie? Chodzi o demokratyczne państwo polskie czy też etnicznie rozumiany naród polski? Jeśli to pierwsze to wypowiedź, iż Ślązacy określają swoją tożsamość w opozycji do takiego demokratycznie rozumianego państwa, jest nieprawdziwa. RAŚ nigdy nie wystąpił przeciwko państwu prawa, nigdy nie prowadził działalności terrorystycznej tak jak np. separatyści baskijscy czy irlandzcy. Manifestacje tej organizacji zawsze przebiegają pokojowo. Jej członkowie z kolei aktywnie uczestniczą w demokratycznych strukturach państwa polskiego. Jeśli zaś to co polskie oznacza etniczny naród Polski - jego język, kulturę, historię, to owszem Ślązacy budują swoją tożsamość - nie powiedziałbym, że w opozycji do tego co polskie - ale wykraczając poza to co polskie. Pragnę przypomnieć, że nasi przodkowie przez wieki żyli w państwie pruskim, wcześniej austriackim, a jeszcze wcześniej czeskim. Mówimy innym językiem. Mamy inną mentalność. Nasi pradziakowie i dziadkowie często służyli w Wehrmachcie. Określamy swoją tożsamość wykraczając poza to co polskie i często podkreślamy np. niemiecką specyfikę naszej kultury czy historii. Dlaczego to robimy? Bo taka jest prawda. Mamy udawać i przeinaczać historię naszych rodzin? To Niemcy przez kilka wieków określali politykę, przemysł i kulturę Śląska, a tym samym w ramach ich projektu cywilizacyjnego były określane losy naszych przodków. Tym różnimy się do Podhalan czy Kaszubów, że oni uważają się za grupy etniczne w ramach narodu polskiego. My z kolei uważamy się za grupę etniczną, która swoją specyfiką wykracza - i to znacznie - poza to co polskie.
Jeśli więc wykraczamy poza to co polskie to tylko w etnicznym rozumieniu polskości, a nie w znaczeniu  państwa polskiego. Tym samym nie zagrażamy państwu polskiemu, o ile ono jest demokratycznym państwem prawa, które w oparciu o wolność i sprawiedliwość traktuje wszystkich swoich obywateli w sposób równy. Jeśli tak jest to Jerzy Buzek nie ma się czego obawiać. No chyba, że państwo polskie nie jest demokratycznym państwem prawa i nie wszyscy obywatele mają takie same prawa. Wtedy proszę głośno mówić o tym, że w Polsce żyją obywatele dwóch kategorii - prawdziwi Polacy i przyszywani Polacy.
Po drugie, Podhalanie czy Kaszubi nie określają swojej tożsamości w opozycji wobec polskości, ponieważ owa polskość nigdy ich tożsamości nie zagrażała. Kultura góralska przynajmniej od czasów Młodej Polski stanowi żywy element wyższej kultury polskiej. Z kolei Kaszubi mogli kultywować swoją tożsamość już w czasach PRL-u - przynajmniej od 1956 roku (źródło: http://pl.wikipedia.org/wiki/Zrzeszenie_Kaszubskie). Z kolei nam - Ślązakom i Niemcom śląskim - zabroniono mówić w języku ojczystym po 1945 roku. Kara grzywny była stosowana w stosunku do tych, którzy w miejscach publicznych mówili po niemiecku. Usuwano wszelkie ślady obecności niemieckiej na tych ziemiach - zmiany napisów na budynkch, zmiana nazw ulic, zmiana nazwisk. Wyższe funkcje publiczne zajmowali w większości przypadków ludzie, którzy przyjeżdżali z głębi Polski. Z wyższymi funkcjami w przemyśle było podobnie. Tym samym pozbawiono nas możliwości pełnej afirmacji naszej tożsamości. Pełnej tzn. zawierającej zarówno polską jak i niemiecką czy czeską składową.
Prawda jest taka, że to nie Ślązacy mają problem z polskością, tylko Polacy nie mogą zaakceptować śląskości - tego, że inaczej mówimy, że bycie Niemcem nie oznacza dla nas a priori czegoś negatywnego, że potrafimy także pozytywnie odnosić się do niemieckiej historii naszego regionu. My akceptujemy obecność Polaków na Śląsku już od dawna, akceptujemy kulturę polską, wysyłamy dzieci do polskich szkół. Jednak kiedy pragniemy afirmować całą prawdę naszego regionu i naszej tożsamości to nagle się okazuje, że nie jesteśmy dobrymi Polakami. Powtórze raz jeszcze - jesteśmy dobrymi obywatelami Polski - tak samo jak dobrymi obywatelami Polski są członkowie mniejszości ukraińskiej, białoruskiej czy litewskiej. Jednak podobnie jak oni nie są etnicznymi Polakami tak i my - Ślązacy nie jesteśmy etnicznymi Polakami. A redukowanie naszego statusu do statusu Górali czy Kaszubów tj. do grupy etnicznej w ramach narodu polskiego, jest brakiem tolerancji dla naszej odmienności etnicznej, która wykracza poza naród polski. Można powiedzieć, że jesteśmy specyficznymi mieszańcami, które prócz polskich naleciałości czynią częścią swej tożsamości także elementy niemieckie i inne.

2. Jerzy Buzek twierdzi, że po wojnie nie tylko Śląsk ponosił koszty odbudowywania stolicy i kraju, ale także inne regiony. Tak samo później to nie tylko Śląsk był zaniedbywany przez "centralę", ale także inne regiony.
Owszem należy sie z tym zgodzić. Jednak ta wypowiedź redykuje roszczenia Ślązaków do sfery zmiany urządzenia administracji państwa oraz sfery ekonimicznej. To jednak nie wszystko o co nam chodzi. Nawet jeśli to równe obciążenie ekonomiczno - administracyjne dotyczyłoby także innych regionów, to nadal pozostaje faktem, iż to kultura śląska, tożsamość i historia tego regionu i jego mieszkańców uległa zaniedbaniu. Mazowszanie, Wielkopolanie czy Małopolanie mogli w pełni czuć się u siebie, i oddychać pełna piersią powietrzem przesiąkniętym kulturą z którą się utożsamiali. To z kolei naszym dziadkom i rodzicom zabroniono mówić w rodzimym języku, to dla nich był zamknięty awans na wyższych szczeblach administracji publicznej i w przemyśle. Równość obciążeń różnych regionów w Polsce, w tym także Śląska nie oznacza równości obciążeń różnych mniejszości etnicznych w ramach państwa.
Buzek mówi także, że nie należy się licytować kto poniósł większe straty. Wypowiedź ta rzucona w tym kontekście, aby pozostać racjonalną musi zakładać, iż straty w tym wypadku tj. w wypadku śląska są błahe. Jeśli ta wypowiedź tego nie zakłada to dopuszcza brak reakcji na jawną niesprawiedliwość. Jeśli ktoś rzeczywiście poniósł straty większe od innych, to dlaczego nie ma się głośno o to upomnieć? Sprawiedliwość tego wymaga. A my upominamy się tylko o to co każdemu obywatelowi demokratycznego państwa się należy - szacunek dla jego kultury i tożsamości, możliwość jej ochrony i rozwoju, oraz możliwość odpowiedzialnego stanowienia o sobie - i to nie tylko w czterach ścinach swego domu, ale także w sferze publicznej.

3. Po tym jak Buzek dokonał krytyki koncepcji autonomii Śląska, zaproponował swoją koncepcję samorządności wszystkich regionów Polski. Zaprawde trudno tutaj dostrzec jakąkolwiek rozbieżność z postulatami RAŚ-iu. Ostateczenie wydaje się, że Buzek boi się pojęcia autonomia jak diabeł święconej wody, i w zastępstwie na określenie tych samych idei co w przypadku RAŚ-iu posługuje się tylko odmiennym pojęciem.

4.Wskazuje on także na Związek Górnośląski jako na tą organizację, która walczy o samorządność Śląska. Nie chcę tutaj z tym polemizować. Pragnę tylko zwrócić uwagę, że na Śląsku istnieją różne organizacje, które w większym lub mniejszym stopniu reprezentują rożne grupy etniczne naszego regionu. Prócz ZG istnieje oczywiście Ruch Autonomii Śląska, a także Związek Ludności Narodowości Śląskiej, Niemiecka Wspólnota "Pojednanie i przyszłość" oraz Towarzystwo Społeczno - Kulturalne Niemców. Wielość organizacji na Śląsku odpowiada wielości grup etnicznych go zamieszkujących. Prócz Polaków, Niemców i Ślązaków, żyją tutaj także osoby, które w sposób bardziej złożony określają swoją tożsamość np. jako polskich Ślązaków czy niemieckich Ślązaków. Tak się akurat składa, ze przywołany przez Jerzego Buzka Związek Górnośląski jest ze wspomnianych organizacji organizacją najbardziej pro-polską. Te pozostałe organizacje w większym stopniu uwzględniają interesy tych grup, których tożsamość jest w mniejszym stopniu akceptowalna przez Polaków. 
Oczywiście nieprawdą jest, że śląskość nie ma w ogóle związku z polskością. Nic podobnego nie sugerowałem. W moich uwagach chodziło mi, o krytykę zawężania tożsamości śląskiej do polskości.  Takie postępowanie jest nieuzasadnione. Próby posądzania nas o działalność wbrew Polsce nie liczą się z tym, że w sposób naturalny nasza tożsamość wykracza poza to co polskie. Krytykowanie nas za to, to negowanie prawdy historycznej i kulturowej naszego regionu i przejaw braku tolerancji dla nas samych.

środa, 15 grudnia 2010

Autonomia Śląska - dlaczego tak (2)

Przedmiot analizy: wywiad z Markiem Cichockim

Każdy może zapoznać się z treścią wywiadu. Ja tylko przytoczę najistotniejsze punkty wypowiedzi Cichockiego i odniosę się do nich.

1. Polska jest krajem bardzo jednorodnym, jeśli chodzi o terytorium i kwestie etniczne.
Owszem jest faktem, że Polska jest krajem bardzo jednorodnym etnicznie. Ale z tego nie wynika, że Polska jest krajem całkowicie jednorodnym etnicznie. Za to jest faktem, iż Górny Śląsk jest najbardziej niejednorodnym etnicznie regionem Polski. Żyją tutaj m.in. Polacy, Ślązacy i Niemcy. I zarówno Ślązacy jak i Niemcy w tym regionie nie stanowią ilości będących na granicy błędu statystycznego. Poza tym także faktem jest, że Polska jest państwem demokratycznym, które chroni każdego obywatela. Obywatele Polski to z kolei nie tylko etniczni Polacy, którzy jednak owszem stanowią większość. Obywatelami Polski są także członkowie mniejszości narodowych i etnicznych. Na Śląsku istnieje pewna grupa osób - co do deklaracji z 2002 roku ok. 173 tyś., którzy nie czują się etnicznie Polakami, a twierdzą że są Ślązakami. W imię czego odmawia się im prawa do tego typu samookreślenia?  Jeśli w formie referendum większość mieszkańców województw śląskiego i opolskiego, które są najbardziej niejednorodnymi etnicznie w Polsce, opowie się za autonomią, to co dla wyniku takiego referendum wynika z faktu, iż Polska jest krajem bardzo jednorodnym etnicznie? 
Jednakże uwagi Cichockiego nakierowują słusznie na inny problem. Mianowicie w jaki sposób w państwie demokratycznym, w którym o obowiązujących zasadach decyduje zawsze większość, a nie mniejszość, należy uwzględnić interesy mniejszości? Wiadomo, że w demokratycznych wyborach w państwie gdzie większość stanowią etniczni Polacy, heteroseksualiści, katolicy, to zawsze te grupy będą ustanawiały prawa, które będą obowiązujące także dla mniejszości - etnicznych, seksualnych i religijnych. Pewną odpowiedzią na to zagadnienie (ale wróce do niego kiedy indziej, bo wydaje mi się w tym sporze jednym z kluczowych) może być argument z szacunku dla osoby, który przedstawiłem w poście wcześniejszym.

2. Trudno dostrzec realne społeczne i ekonomiczne argumenty, które uzasadniałyby poważne mówienie o takiej idei (idei autonomii Śląska). Twierdzenie to jest moim zdaniem nieprawdą. Argumenty za autonomią Śląska podaje w poście - Autonomia Śląska - dlaczego tak (1) (http://filozofiaslaska.blogspot.com/2010/12/autonomia-slaska-dlaczego-tak-1.html).

3. Cichocki odnosi się krytycznie do argumentu historycznego za autonomią Śląska. Z faktu, iż Śląsk cieszył się autonomią w dwudziestoleciu nie wynika, iż należy mu się ona teraz. Ten konserwatywny myśliciel przytacza przykład Polski, która także przed II WŚ posiadała np. "ziemie wschodnie", które dziś należą do Ukrainy, Białorusi i Litwy. Jednak  nie domaga się Polska przyłączenia tych ziem na podstawie tego, iż kiedyś były one polskie. Podobnie więc Śląsk nie ma podstaw do roszczeń na podstawie tego co było przed II WŚ.
Ta analogia, moim zdaniem, nie jest jednak do końca uzasadniona. Po pierwsze, żądania  przez Polskę zwrotu dziś ziem wschodnich  i w rezultacie przesunięcie granic, jest pomysłem dalece bardziej radykalnym i nierealnym aniżeli autonomia jednego z regionów państwa w ramach tego państwa. Po drugie należało by zapytać czy obecni mieszkańcy byłych "ziem wschodnich" chcieliby takiego przyłączenia. Przecież dzisiaj w większości mieszkają na tamtych ziemiach Ukraińcy, Białorusini czy też Litwini. Cichocki podmiotem roszczeń w swoim przykładzie czyni państwo Polskie, zaś podmiotem dla roszczeń śląskich - o ile mniej radykalnych - jest ludność Śląska, która pragnie przyznania autonomii w ramach demokratycznych procedur. 

4. Zgadzam się z uwagą Cichockigo, iż problemem dzisiejszego Śląska jak i innych regionów jest zbyt małe wywiązywanie się centrum z podstawowych obowiązków tworzenia warunków rozwoju regionalnego. Następnie sugeruje on aby zmienić sposób administrowania państwem tak aby bardziej uwzględnić interesy regionalne. Bardzo słusznie, trudno się z tym nie zgodzić. Jednakże na te zmiany administrowania, na dekomunizację w sferze administracji czekamy już 20 lat. Jeśli państwo zaproponuje nam coś konstruktywnego, co rozwiąże problemy Śląska, to po przydyskutowaniu takiego rozwiązania, może zostać ono przyjęte. Jednakże dopóki tak nie jest, nie mamy zamiaru czekać na chęci czy też łaskę centrum. To my a nie kto inny jest głównie odpowiedzialny za nasz region, i chcemy wziąć na siebie tą odpowiedzialność. Każdy projekt idący z centrum powitamy z otwartymi ramionami, tylko wcześniej niech on się pojawi.  5. Pragnę  zwrócić także uwagę na niektóre zwroty Cichockiego, które ujawniają jego schematyczny sposób ujmowania Śląska oraz jego problemów. Ukazują one wyraźnie stopień niezrozumienia specyfiki regionu. Twierdzi Cichocki, iż kwestia autonomii Śląska była żywa na początku lat 90, a teraz to jest raczej egzotyczny pomysł. Ja żyję na Śląsku i to właśnie w ostatnich latach problematyka tożsamości śląskiej, wzmocnienie afirmatywnego stosunku do tego co nasze się pojawiła. Dowodem na to jest np. podwójny wzrost poparcia dla RAŚ w niedawnych wyborach samorządowych na poziomie wojewódzkim. Cichocki uważa także, że kwestia autonomii Śląska to kolejny temat zastępczy dla obecnego rządu PO. Ale ta uwaga  bezpośrednio uderza w sposób prowadzenia polityki przez obecny rząd i niczego nie ujmuje kwestii autonomii. Jeśli jest ona słuszna, to czy to wina autonomistów, że PO pragnie wykorzystać pomysły Ślązaków dla swych partykularnych celów? Jeśli nawet byłoby prawdą, że to temat zastępczy dla rządu, to czy w jakikolwiek sposób przeczy to zasadności postulatów RAŚ-u? Ale to podejrzenie o zastępczości tematu autonomii, świadczy także o braku poważnego podejścia Cichockiego do podejmowanego tematu. Ta  kwestia nie jest zastępczą dla mieszkańców najbardziej uprzemysłowionego regionu kraju, gdzie żyje kilka milionów ludzi. Uwagi te przejawiają pewien stopień niezrozumienia ludzi z centrum, dla tego co dzieje się na jego peryferiach.

poniedziałek, 13 grudnia 2010

Autonomia Śląska - dlaczego tak (1)

Po sukcesie wyborczym RAŚ-u (http://autonomia.pl/) wiele czołowowych ludzi świata polityki i publicystyki zaczęło się wypowiadać na temat autonomii Śląska oraz autonomizacji poszczególnych regionów w Polsce w ogóle. Po przeczytaniu artykułów kilku z nich stwierdziłem, że są one pełne retorycznych zabiegów, wewnętrznie sprzeczne lub po prostu świadczą o znikomej wiedzy wypowiadającej się osoby na podejmowany temat. Dlatego - jak to się u nas godo: przyszła kryska na matyska - i postanowiłem odnieść się krytycznie do poszczególnych tekstów, które znalazłem w internecie. Są to m.in. wypowiedzi - Marka Cichockiego, Jerzego Buzka, prezydenta naszego kraju Bronisława Komorowskiego, Donalda Tuska, Grzegorza Napieralskiego, Tomasza Nałęcza. Od razu pragnę uprzedzić fakty, iż w niektórych artykułach dostrzegam pozytywne uwagi, które na drodze do naszej autonomii powinny zostać uwzględnione.

Na początek jednak sprawa oczywista, ale której niektóre osoby jakoś nie mogą pojąć - autonomia Śląska nie oznacza oderwania Śląska od Polski. Podajcie mi nazwisko jednego zwolennika autonomii, który by chciał oderwania Śląska od Polski. A tym bardziej przyłączenia go do Niemiec. Absurd. Jeśli jednak uważacie, że tylko teraz mówimy a autonomii, a gdy ją uzyskamy to będziemy chcieli więcej, to znaczy, że lepiej wiecie od nas samych czego my naprawdę chcemy i co myślimy. Mówimy jasno - chcemy autonomii a nie separacji. Wiemy, że sytuacja Śląska w obecnej Polsce jest inna niż przez II WŚ i stał sie on integralną cześcią państwa Polskiego, które stało się także naszym domem. To jednak nie zmienia faktu, iż istnieją argumenty za autonomią naszego regionu. Narazie udało mi się skonstruować pięć takich argumentów: historyczny, społeczny, ekonomiczny, z szacunku dla osoby i z wolności osoby w określeniu jej tożsamości.

a) argument historyczny. Jak zapewne większość z Was wie, Śląsk dysponował już w swej historii autonomią regionalną będąc jednocześnie częścią państwa polskiego. Została ona mu przyznana formalnie w 1920 roku. Realnie zaś zaczęła funkcjonować w 1922 roku i trwała aż do 1939 roku. Co takiego przysługiwało Śląskowi w ramach jego autonomii: własny parlament, własny skarb (oraz szczególne zasady rozliczania się z centralą Polski), własna policja, dwujęzyczność w urzędach sfery publicznej, własna polityka edukacyjna, oraz inne prawa w zakresie polityki społecznej czy komunikacji (źródło: http://pl.wikipedia.org/wiki/Autonomiczne_wojew%C3%B3dztwo_%C5%9Bl%C4%85skie). Formalnie autonomia przestała istnieć w 1945 roku, gdy została zniesiona przez komunistyczne władze PRL. Autonomia Śląska to nie wymysł grupy polityków, którzy chcą szczególnych praw dla tego regionu, ale to próba odzyskania tego co kiedyś zostało zabrane.
b) argument społeczny. Zgodnie z liberalną zasadą samopomocy (subsydiarności), o ile niższe szczeble organizacji społecznej są w stanie same zadbać o swoje sprawy, realizację zadań i rozwiązują swoje problemy o tyle wyższe szczeble społecznej organizacji nie powinny się wtrącać. Ingerencja z wyższych szczebli władzy jest uzasadniona tylko gdy pomoc jest konieczna. Państwo, które nie stosuje się do tej zasady zachowuje się jak nadopiekuńczy rodzic, który musi kontrolować każdą czynność wykonywaną przez podopiecznego. Taka nadopiekuńczość prowadzi do tego, iż rodzic ma zbyt dużo obowiązków i pracy (w państwie rodzą się kolejne rozbudowane szczeble władzy tj. rozwija się biurokracja). Zaś obowiązki mógłby przejąć niższe szczeble władzy o ile pozwoliłoby im sie na to. W ten sposób autonomizacja jest drogą do większej aktywności obywatelskiej, większego upodmiotowienia ludzi i dania im możliwości odpowiedzialnego działania na rzecz lokalnej wspólnoty, a tym samym także dla całego państwa.
c) argument ekonomiczny. Ten argument jest podobny do argumentu społecznego. Zapytam wprost - kto lepiej się zna na tym w jaki sposób robić, naprawiać i ulepszać buty - szewc czy profesor filozofii? Kto lepiej wie jakiego oleju, paliwa, ogumienia potrzebuje ten konkretny samochód - osoba, która jest jego kierowcą od kilku lat czy profesor socjologii? Kto będzie chętniej i bardziej aktywniej poświęcał się dla danej firmy jej właściciel czy lokalny urzędnik państwowy? Zakładam za rzecz oczywistą, iż ludzie w sposób naturalny znają się na zasadach funkcjonowania tego co ich otacza, lepiej aniżeli ludzie spoza danego obszaru. A także, że w sposób naturalny dążą do zachowania i rozwoju tego co ich otacza, i robią to lepiej od osób z zewnątrz. Czy pozwolilibyście górnikowi, który nigdy nie był nad morzem kierować polską żeglugą morską? Przypuszczam, że nie. Ale nikt lepiej od Ślązaków nie wie co jest istotne dla Śląska, nikt także bardziej od nich nie będzie się dla tegoż Śląska poświęcał. Tego czego im brakuje w obecnym stanie to brak przełożenia ich wiedzy i wysiłków na wymierne korzyści. Dlaczego? - Autonomiści policzyli, że dziś województwo śląskie wytwarza 12-15 proc. PKB, czyli 150 mld zł. Z tego do budżetu województwa wraca zaledwie półtora miliarda, czyli jeden procent (źródło: http://wyborcza.pl/1,75248,8801334,Czy_oderwa_Slask_od_Polski_.html?as=2&startsz=x). Danie możliwości autonomii zwiększa mobilność i aktywność osób zarówno w sferze społecznej (ideał obywatelstwa) jak i ekonomicznej (mniejsza biurokracja, bardziej optymalne wykorzystanie wiedzy i zapału społecznego).
d) argument z szacunku dla osoby. Autonomia i szacunek danej osoby jest zależny od tego czy ta osoba ma dostęp do własnej kultury, ma możliwość rozwoju tej kultury, oraz ma poczucie szacunku w sferze publicznej dla kultury i wartości, z którymi się identyfikuje. Równe traktowanie wszystkich obywateli danego państwa wymaga równego traktowania kultur, z jakimi oni się identyfikują, tego wymaga liberalna zasada tolerancji. Pragnę zuważyć, iż pisze tutaj o kulturze jako całości - język, sztuka, architektura, nauka, przemysł, historia, wybitne jednostki, istotne wydarzenia i miejsca itd.. Nie wynika z tego, ze państwo jest zobowiązywane do równego traktowania każdego stanowiska ideologicznego np. rasizmu czy faszyzmu. Pisze o tolerancji dla kultur a nie ideologii. Wymóg zwiększenia szacunku dla danej kultury w ramach państwa wymaga 1. że ta kultura jest rzeczywiście odrębna wobec kultury większości obywateli, 2. że do tej pory nie była darzona szacunkiem. Jeśli chodzi o pierwszą kwestie, to faktem jest, iż my Ślązacy różnimy się od Polaków co do określenia istoty naszej tożsamości kulturowej. Dlaczego? - zobacz mój post:  Ślązacy = Polacy? (http://filozofiaslaska.blogspot.com/2010/11/slazay-polacy.html). Co do drugiej kwestii, to faktem jest także, że polska polityka pamięci i świadomość społeczna jest jak narazie zamknięta na alternatywne wobec polskiej tradycji narodowej, tożsamości historyczne i kulturowe. Dlaczego? - zobacz mój post: O polskiej polityce pamięci(http://filozofiaslaska.blogspot.com/2010/11/o-polityce-pamieci-w-polsce.html). Autonomia jest drogą do zagwarantowania dowartościowania śląskiej kultury - dbanie o jej zachowanie, propagowanie i rozwój Oczywiście w obszarze Górnego Śląska nie żyją tylko Ślązacy ale także np. Polacy i Niemcy. Autonomia Śląska nie oznacza przymusu bycia Ślązakiem, wysyłania dzieci na określone zajęcia i itd.. Ale dziwnym byłoby gdyby ktoś chciał krytykować ideę autonomii pragnąć bronić polską większość przed "dominującą" śląską mniejszością. Tak jakby istniały realne podstawy do tego typu zagrożenia. Rząd pruski w XIX wieku także germanizację regionów zamieszkanych przez Polaków, uzasadniał odwołując się do potrzeby obrony przed zagrożeniem polonizacji żyjących na tych terenach Niemców. Ale biorąc pod uwagę relację sił pruskiego państwa, Niemców którzy byli u siebie i mieli za sobą cały aparat represji oraz dużo gorzej sytuowanych Polaków był to argument karkołomnie skonstruowany.
e) argument z wolności osoby w określeniu jej tożsamości. Ten argument jest inną formą argumentu z szacunku dla osoby. Także tutaj zakłada się, iż szacunek dla kultury jest istotny dla poczucia godności danej osoby i możliwości jej samorealizacji. Ale inaczej uzasadnia się odrębność pomiędzy tożsamością śląską i polską. My - Ślązacy, mimo że uważamy się za obywateli Polski i czujemy się odpowiedzialnymi za nasz kraj, to nie jesteśmy etnicznymi Polakami. Dlaczego? - ponieważ się za takich nie uważamy. Nie czujemy się Polakami, nie czynimy z etniczności polskiej i kultury polskiej istotnego elementu naszej tożsamości.  Powinniśmy więc otrzymać autonomię jeśli większość mieszkańców regionu, który ma zostać objęty autonomią dokona takiego wyboru. Czy skoro nie uważamy się za etnicznych Polaków, to czy możemy być lojalnymi obywatelami Polski? Owszem - przypominam, ze żyjemy w państwie demokratycznym, którego obywatelami prócz etnicznych Polaków są Niemcy, Ukraińcy, Białorusini, Żydzi, Litwini, wiele innych mniejszości a także Ślązacy. Podstawą lojalności wobec państwa demokratycznego jest uznanie wspólnych praw konstytuowanych w oparciu o dwie główne wartości - wolność i sprawiedliwość. Czy jednak skoro my Ślązacy sobie wybraliśmy, że jesteśmy odrębni i chcemy na tej podstawie autonomii dla zachowania owej odrębności, co gdy np. Górale albo mieszkańcy Poznania zechcą tego samego, czy wtedy także należy  się zgodzić na te żądania? Uważam, ze jeśli to będzie żądanie poważne, uzasadnione, z którym będzie się identyfikowało przynajmniej kilkadziesiąt tysięcy ludzi, to tak Ale zawsze należy zapytać - co takiego sprawiło, iż dana grupa  obywateli Polski pragnęła zamanifestować swoją odrębność i uzyskać legitymizację autonomii w sferze politycznej dla obrony tej odrębności. Ten problem dla członków mniejszości narodowych jest oczywisty. Zaś większość w tym kraju powinna sobie uświadomić, że mimo, że Polska jest krajem prawie jednonarodowym, to nie jest krajem rzeczywiście jednonarodowym. A to prawie robi w tym przypadku dużą różnicę,  bo dotyczy przynajmniej pół miliona osób.

piątek, 10 grudnia 2010

Spis powszechny z 2002 roku

W kolejnym roku tj. w 2011 odbędzie się w naszym kraju kolejny spis powszechny. Ostatni odbył się w 2002 roku. Pragnę przytoczyć wyniki istotne dla podejmowanych na moim blogu kwestii. Wyniki tego spisu wykazały, iż co do deklaracji dwiema największymi mniejszościami narodowymi w Polsce są - Ślązacy i Niemcy. Obie grupy zamieszkują w większości województwa śląskie i opolskie. Mały odsetek Niemców żyje także na Pomorzu i Mazurach. Przynależność do narodu śląskiego zadeklarowało 173,2 tyś. osób. Zaś do niemieckiego - 152,9 tyś. osób (źródło: http://pl.wikipedia.org/wiki/Narodowy_Spis_Powszechny_2002). Poniżej przedstawiam mapy dwóch wspomnianych województw z rozłożeniem zamieszkania Ślązaków i Niemców.
1. Gminy zamieszkane przez Ślązaków:


2. Gminy zamieszkane przez Niemców:




Lepsze niż w poprzedniej kadencji wyniki wyborów samorządowych zarówno Mniejszości Niemieckiej, ale głównie RAŚ-u pozwalają wysunąć hipotezę, iż ilości deklaracji narodowościowych w 2011 roku dla Ślązaków i Niemców także ulegną zwiększeniu.

Wybory samorządowe 2010

Informacje o nie tak dawnych wyborach samorządowych.
W województwie śląskim Ruch Autonomii Śląska otrzymał 8,49 % głosów i  3 mandaty (3/48). 4 lata wcześniej zdobył 4,53% głosów. RAŚ współtworzy koalicję razem z PO i PSL.
Mniejszość niemiecka w województwie opolskim zdobyła 17,8% głosów i 6 mandatów (6/30). I jest drugą po PO (31,9) siłą w województwie. PiS(17,4) a SLD (16,7).

Czy te wyniki, mimo że lepsze niż w poprzednich wyborach, prognozują uzyskanie autonomii ziem Śląska Górnego w najbliższych latach? Nie ma co ukrywać - raczej nie. A jeśli już chciałoby się optymistycznie na nie spojrzeć, to przy przyroście 4% na kadencje czeka nas długa drogą do autonomii. Ale z drugiej strony ile osób w połowie lat 70 ubiegłego wieku wierzyło w to, że tak zwany komunizm kiedyś upadnie?