Pokazywanie postów oznaczonych etykietą historia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą historia. Pokaż wszystkie posty

środa, 8 czerwca 2011

Die Polenlieder, czyli Polak i Niemiec - dwa bratanki

Z pewnością historia Polaków i Niemców nie jest bogata w okresy wzajemnego pokoju, szacunku i współpracy. Tym bardziej jednak warto być świadomym, że istniały pewne działania po obu stronach, które zaprzeczałyby tezie, iż historycznie da się wykazać, że konflikt pomiędzy tymi dwoma narodami jest koniecznością. Przykładem takiej "współpracy" jest reakcja niemieckich intelektualistów a także zwykłych obywateli na powstanie listopadowe z 1830 roku. M.in. Engels i Marks wtedy bardzo entuzjastycznie wypowiadali się na temat zrywu niepodległościowego Polaków. Wsparcie to w historii funkcjonuje pod nazwą Polenlieder - ze względu na bardzo dużą aktywność niemieckich artystów, którzy w swych utworach upamiętniali bohaterskie czyny powstańców. Polska wikipedia informuje o tym fenomenie - http://pl.wikipedia.org/wiki/Polenlieder . Jakie formy przybrała reakcja liberalnej i demokratycznej opozycji w Niemczech na powstanie listopadowe?
- pisano o powstaniu na łamach prasy i w różnych broszurach
- posłowie w niemieckich parlamentach wygłaszali specjalne oświadczenia bedące wyrazem solidaryzowania się z Polakami
- praktyczne wspomaganie powstańców darami rzeczowymi, zbiórkami pieniężnymi
- wysłanie lekarzy niemieckich do Polski, którzy wstępowali do armii polskiej 
- pomoc udzielona powstańcom, którzy po powstaniu z Polski próbwali dostać się do Francji
- tzw. liryka polska- "prawie wszyscy niemieccy poeci i pisarze z tamtych lat wyrazili swoją sympatię do Polaków". Szacuje się, że powstało wtedy ok. 1000 wierszy o tematyce polskiej. Niektóre z tych utworów rozchodziły się w zawrotnym tempie np. Juliusza Mosena Die letzten Zehn vom 4. Regiment - pierwsze wydanie zostało sprzedane w jeden dzień, drugie w nakładzie 2000 sztuk w trzy dni.
(Zob. "Powstanie listopadowe 1830 - 1831. Geneza - uwarunkowania - bilans - porównania." Wydawnictwo PAN 1983, s. 160 - 161)
- zakładano towarzystwa pomocy dla powstańców, które głównie miały za zadanie  dostarczenia opatrunków, odzieży i finansowanie ich przejścia przez teren Niemiec. (Zob. tamże, s. 166)


środa, 1 czerwca 2011

Powstanie tkaczy śląskich w 1844 roku


[Tekst poniższy jest moim tłumaczeniem za niemiecką wikipedią (źródło: http://de.wikipedia.org/wiki/Weberaufstand#Schlesischer_Weberaufstand_1844) ]


Śląskie powstanie tkaczy z 1844 nie było ani pierwszym tego typu buntem w regionie Gór Sowich ani najgwałtowniejszym. W latach 1785/86, 1793 i 1798 dochodziło do wystąpień na większą skalę. Wyjątkowość buntu z 1844 polegała na tym, iż udało mu się zaistnieć w świadomości publicznej. Tym samym stał się tematem opracowywanym w publikacjach i literaturze swego czasu. W tym znaczeniu śląskie powstanie tkaczy, wpływając na ukształtowanie się politycznych opinii, może być łączone z rewolucją, która nastąpiła w roku 1848.
Śląsk jak wiadomo został w 1740 roku zaanektowany przez króla pruskiego Fryderyka II. Ze tego względu jego nowi poddani byli dłużej, aniżeli mieszkańcy innych regionów Prus, zależni od właścicieli ziemskich. Reforma chłopska z 1807 roku została przeprowadzona tylko częściowo. Dwie trzecie mieszkańców Śląska było podporządkowanych jakiemuś właścicielowi, na rzecz którego musiało świadczyć różne feudalne zobowiązania. Śląscy tkacze próbowali spadek cen swoich produktów nadrobić ich ilością. Ale nawet praca dzieci i wydłużenie czasu pracy nie zdołało doprowadzić do wyrównania, także z powodu spadku jakości produktów. Dodatkowo za granicą istniała możliwość pracy na nowoczesnych krosnach tkackich, na których zakup rodzimych tkaczy nie było stać. Poza tym, okolice Gór Sowich należały do obszarów najgęściej zaludnionych na Śląsku. Pieszyce posiadały prawie 6000, a Bielawa 12000 mieszkańców. W takiej sytuacji w regionie było zbyt dużo osób zdolnych do pracy. Mimo to tym mieszkańcom, którzy tkali w bawełnie powodziło się trochę lepiej aniżeli tkającym we lnie. Ci drudzy byli wyjątkowo biedni, nawet głodowali. W tej sytuacji w czerwcu 1844 roku doszło do buntu.
3 czerwca spotkało się 20 tkaczy z Pieszyc i pobliskich miejscowości na Kapellenberg i dyskutowali nad sposobami obrony przed fabrykantami. Postanowili zaprotestować śpiewając politycznie prześmiewcze piosenki pod firmą braci Zwanziger, którzy byli odpowiedzialni za obniżenie wynagrodzeń. Fabrykanci Ernst Fridrich i August Zwanziger uzbroili swych służących w kamienie i kije, karząc rozpędzić protestujących, a tkacza Wilhelma Mädlera kazali miejscowej policji pojmać.
W zamiarze wypuszczenia Mädlera oraz uzyskania podwyżek płac, został utowrzony 4 czerwca kordon protestujący, do którego przyłączyli się prawie wszyscy miejscowi tkacze. Wybrali oni delegacje do prowadzenia negocjacji, ale rozmowa z landratem Dzierżoniowia nie przyniosła jakichkolwiek rezultatów. Kiedy wrócili pod budynek Zwanziegerów, nie zastali ich. Wtedy postanowili gwałtem wedrzeć się do budynku i zniszczyli całe wyposażenie. Wtargnęli także do budynku administracji, magazynów i fabryki. W wyniku tego rodzina Zwanziegerów uciekła do Wrocławia.
5 czerwca fabrykanci Fellmann i Hoferichter mogli się wykupić pieniędzmi, chlebem i słoniną. Tłum ruszył dalej do Bielawy do fabrykantów Andretzkiego i Hilberta. Byli oni znienawidzeni, a ich posiadłości zostały zdewastowane. Wpadł także w oko buntowników Dierig, który zatrudniał zamiejscowych pracowników. Przepłacił on jednak swoich pracowników aby wystąpili przeciwko tkaczom. Bracia Dierig próbowali zapanować nad tłumem wypłacając pieniądze.
Królewski gabinet zlecił urzędowi kryminalnemu sądowi drugiej instancji we Wrocławiu: „Buntowników odnaleźć i pociągnąć do odpowiedzialności”. W międzyczasie zarządzili urzędnicy atak pruskiego wojska, i sytuacja wymknęła się spod kontroli. Jedenaście osób (w tym jedna kobieta) zginęło, a dwudziestu czterech zostało ciężko ranionych. Takie zachowanie wzmożyło tylko złość, w wyniku której doszło do dalszych plądrowań. Wojsko początkowo ustąpiło tłumowi uzbrojonemu w kamienie i kije, ale po przybyciu posiłków został bunt stłumiony.
Liczni tkacze zostali złapani i osadzeni w ciężkich więzieniach,  lub wychłostani.

Interpretacja powstania tkaczy
Było to powstanie typowo wczesno-przemysłowym buntem robotniczym, dla którego interpretacja zarówno jako klasycznej rewolty głodowej, czy Maschinenstürmer-ów, czy też walki klasowej, nie wydaje się odpowiednia.
Przeciwko interprteacji Maschinenstürmer-owej przemawia fakt, iż gniew tkaczy nie kierował się przeciwko oszczędnym „maszynom”, ale przeciw nieuczciwym zarządcom.
Interpretację inną niż walka klasowa, sugeruje fakt, iż zniszczenie kierowało się na konkretnych zarządców, zaś inni zostali oszczędzeni, albo mogli się „wykupić”. Ani feudalni panowie, ani władza w ogóle, nie byli celami powstania. 

Jak zostało wspomniane, wydarzenia te zaistniały w sferze publicznej. Dzięki temu także artyści w swoich dziełach odwoływali się do tamtych wydarzeń. Przykładem może być dramat Die Weber Gerharta Hauptmanna wiersz Heinricha Heinego  

Die schlesischen Weber (1845)
    
    Im düstern Auge keine Träne,
    Sie sitzen am Webstuhl und fletschen die Zähne:
    Deutschland, wir weben dein Leichentuch,
    Wir weben hinein den dreifachen Fluch -
    Wir weben, wir weben!
    
    Ein Fluch dem Gotte, zu dem wir gebeten (Anmerkung)
    In Winterskälte und Hungersnöten;
    Wir haben vergebens gehofft und geharrt,
    Er hat uns geäfft und gefoppt und genarrt -
    Wir weben, wir weben!
    
    Ein Fluch dem König, dem König der Reichen, (Anmerkung)
    Den unser Elend nicht konnte erweichen,
    Der den letzten Groschen von uns erpreßt
    Und uns wie Hunde erschießen läßt -
    Wir weben, wir weben!
    
    Ein Fluch dem falschen Vaterlande, (Anmerkung)
    Wo nur gedeihen Schmach und Schande,
    Wo jede Blume früh geknickt,
    Wo Fäulnis und Moder den Wurm erquickt -
    Wir weben, wir weben!
    
    Das Schiffchen fliegt, der Webstuhl kracht,
    Wir weben emsig Tag und Nacht -
    Altdeutschland, wir weben dein Leichentuch - (Anmerkung)
    wir weben hinein den dreifachen Fluch -
    Wir weben, wir weben!

We współczesności doczekał się ten wiersz kilku wykonań muzyczynych, np. Liderjan - Die Weber - http://www.youtube.com/watch?v=RrlpZD25eEY

wtorek, 31 maja 2011

Czy istnieje naród słowacki i białoruski?

Dla tych wszystkich, którzy nie przyjmują za Marksem ograniczenia definicji narodu do narodu historycznego (takiego narodu, który istniał politycznie i spełniał w procesie rozwoju Europy istotną rolę np. Francuzi, Anglicy, Polacy), pragnę przytoczyć drobny fakt dotyczący konstytuowania się narodów słowackiego i białoruskiego. Oba te narody nie posiadały własnej, odrębnej historii politycznej. Warto zastanowić się, co mówią dane liczbowe: otóż w przededniu I wojny światowej liczba świadomych narodowo Słowaków wynosiła około 500 rodzin, a liczba nosicieli narodowej świadomości białoruskiej nie przekraczała 4000 osób.(źródło: Andrzej Walicki, Odpowiedź na głosy w dyskusji, w: Powstanie listopadowe 1830 - 1831. Geneza, uwarunkowania, bilans, porównania., s. 325.)  Ile dzisiaj świadomych narodowo jest Ślązaków?
Ale można oczywiście zapytać, czy z tych faktów i takiego porównania cokolwiek wynika dla współczesnej sytuacji Ślązaków? Walicki opisuje przecież sytuację sprzed wybuchu I wojny światowej. Trzeba by było zapytać ile wtedy było świadomych narodowo Ślązaków. Zwolennikiem determinizmu historycznego w tym wypadku raczej bym nie był, i nie w celu kreślenia świetlanej przyszłości narodu śląskiego przytoczyłem te fakty. O czym można na ich podstawie wnosić?
Po pierwsze. Czy ktokolwiek wątpi w to, że Słowacy i Białorusini są narodami mimo braku politycznej suwerenności w historii? Czym Słowacy się różnią od Ślązaków, których dzisiaj świadomych narodowo jest kilka set tysięcy? Czy język słowacki różni się bardziej od czeskiego, niż język śląski od języka polskiego? Jest Słowaków więcej niż Ślązaków? I co z tego - od kiedy liczebność grypy stanowi jedno z kryteriów przypisania jej statusu narodu?
Po drugie. Ten przykład zwraca uwagę na to, że nieprawdą jest, iż narody to pewne byty, które zawsze istniały i będą istnieć w platońskiej sferze idei. Tak jak naród niemiecki czy polski powstawały w historii, na drodze więzów etnicznych, a także wspólnoty kultury, języka i losu, tak samo - tylko, że z pewnym opóźnieniem - nastąpiło to w przypadku Słowaków i Białorusinów. Czy te narody są gorszymi narodami, quasi-narodami, pół-narodami? Czy 1000 lat temu istniał naród słowacki? I z tego powodu esencjalizm narodowy należy zamienić procesualizmem narodowym. Narody nie są bytami, które istnieją w rzeczywistości idealnej, ale są grupami realnych ludzi z ich historią i doświadczeniami. Tak jak ludzie się rodzą, rozwijają i umierają, tak samo dzieje się z narodami. I jeden z narodów właśnie dojrzewa, staje się (chociaż niekoniecznie jeszcze jest) na Śląsku.

wtorek, 19 kwietnia 2011

Autonomia Pomorza Gdańskiego i Warmii w ramach Rzeczypospolitej Obojga Narodów

W tekście chciałbym się odnieść do mniej znanej karty historii państwa polskiego. Chodzi o autonomię - zestaw szczególnych praw - jakimi cieszyła się przez ponad 300 lat jedna z prowincji  królestwa polskiego w latach 1466 do 1772. Chodzi tutaj o obecne pomorze gdańskie i ziemię warmińską. Obszar ten w tamtym czasie nosił nazwę Prus Królewskich.  
Pojęcie pruskości powszechnie - i to zarówno w kulturze polskiej jak i niemieckiej - jest zazwyczaj wiązane z kultem militaryzmu, rygoryzmem, obowiązkowością,  rozwiniętą biurokracją. Nazwa - Prusy - jest używana w odniesieniu do niemieckiego państwa, które przez wieki zagrażało Polsce. Ale prócz tych Prus istniały w historii także inne, które z wymienionymi powyżej cechami nie miały zbyt dużo wspólnego. Wręcz przeciwnie - swoją tożsamość budowały w opozycji do nich.  Mieszkańcy tych "innych Prus" woleli być częścią ówczesnej Rzeczypospolitej aniżeli przyłączyć się do księstwa pruskiego.
Ale przyjrzyjmy się bliżej historii. Mianowicie - od 1455 roku Prusami nazywano dwa kraje - Prusy Książęce i Królewskie. Wschodni obszar - z dotychczasowych ziem Zakonu Krzyżackiego - z główną siedzibą w Królewcu był określany nazwą Prus Książęcych. Były one do 1525 roku pod władzą Zakonu Krzyżackiego, zaś potem zostały zsekularyzowane przez Albrechta von Hohenzollerna stając się księstwem pruskim. Od tamtego okresu księstwo to było także lennem polskim. Z kolei zachodni obszar z byłych posiadłości Zakonu (dla którego głównymi miastami były: Gdańsk, Elbląg i Toruń) był określany mianem Prus Królewskich lub też od XVIII wieku Prus Polskich. Należały one od 1466 roku do 1772 do korony polskiej. Ówczesny podział przedstawia poniższa mapa:
Prusy Królewskie cieszyły się w ramach polskiego państwa sporą autonomią. Pragnę się skupić na przedstawieniu tej kwestii bardziej szczegółowo.
Dwoma głównymi elementami pruskiej autonomii były Ius indigenatus (prawo indygenatu) oraz prawo chełmińskie. Indygenat oznaczał prawo do mianowania w ramach prowincji na pozycje urzędnicze wyłącznie osób, które pochodziły z Prus (s. 57). Oznaczało to, iż  aby móc w ogóle ubiegać się o dany urząd rodzice danej osoby musieli być mieszkańcami Prus - mniej istotnym było w ich przypadku czy byli tubylcami czy przybyłymi. Sama jednak osoba starająca się o urząd musiała być autochtonem. Wykluczeni więc z możliwości obejmowania urzędów byli cudzoziemcy w pierwszym pokoleniu. Co oczywiście dotyczyło także Polaków z Korony. Ograniczenie to bazowało na intuicji, iż aby prawdziwie troszczyć się o daną ziemię - jej interesy i dobro powszechne - trzeba z niej pochodzić.
Indygenat oznaczał prawo do bycia pełnoprawnym obywatelem danej dzielnicy - posiadanie uprzywilejowanego statusu prawnego i społecznego. Polacy na różne sposoby starali się przedefiniowywać pojęcie indygenatu, np. aby posiadać to prawo wystarczać miało tylko przyjęcie zasad ustrojowych i praw zwyczajowych danego obszaru, a niekonieczne było urodzenie w ramach jego granic. Dla szlachty i mieszczan pruskich było jednak bardzo ważne, aby osoby sprawujące władze na ich terenie były ich rodakami. Dlatego sprzeciwiali się odgórnemu mianowaniu na poszczególne urzędu np. biskupie osób spoza Prus. 
Polacy krytykowali prawo indygenatu ze względu na to, iż ograniczało możliwości ich awansu w Prusach, podczas gdy tego typu ograniczenia dla Prusaków w Koronie nie istniały.  Prawo to było więc często omijane lub reinterpretowane tak, iż osoby spoza Prus mogły piastować istotne funkcje. Ale jego istnienie i ograniczenia jakie implikowało miały swoje uzasadnione podstawy. Okazało się mianowicie, iż mimo tych ograniczeń do końca Rzeczypospolitej  (tj. do rozbiorów) zdecydowanie więcej nie-Prusaków otrzymywało posady urzędnicze w Prusach, niż Prusaków w Polsce. Gdyby w ogóle nie istniało prawo indygenatu, to wtedy jeszcze więcej cudzoziemców obejmowałoby posady urzędników.
Drugim, istotnym elementem autonomii Prus Królewskich było prawo chełmińskie. Było ono związane z krzyżacką historią i niemiecką kolonizacją pruskich obszarów. Zbiór prawa chełmińskiego został potwierdzony w 1454 roku przez króla polskiego jako jeden z filarów autonomii pruskiej (s. 67). Stanowiło ono przypuszczalnie pomieszanie prawa flamandzkiego, sasko-magburskiego, a także polskiego. Szlachta pruska, inaczej niż mieszczanie była przeciwna temu prawu i starała się go znieść. Mieszczanie walczyli o utrzymanie ciągłości swych tradycji i sprzeciwiali się tego tupu próbom. Jednakże mimo tych rozbieżności nawet pruscy szlachcice podkreślali odrębny charakter własnego ustroju, mało tego - utożsamiali pozycję Prusaków ze statusem jaki miał w ramach Rzeczypospolitej naród litewski. Oczywiście polska strona odrzucała tego typu próby zrównania statusu Prus i Litwy. 
Prusacy nie bronili owego prawa z powodu jego krzyżackiego czy niemieckiego pochodzenia, ale ze względu na jego znaczenie dla autonomii ich ziemi. Dawało im ono możliwość wolnego wyboru sędziów i rajców spośród siebie, przywilej zwoływania sejmów i miejscowych zgromadzeń (s. 70). Mieszczanie pruscy byli bardzo przywiązani do owych praw, i traktowali je jako element swojej tożsamości, różniący ich od mieszkańców Korony.

Powyższy tekst powstał w oparciu o książkę Karin Fridrich - "Inne Prusy. Prusy Królewskie i Polska miedzy wolnością a wolnościami (1569 - 1772)". Poruszyłem tutaj tylko jeden z elementów przedstawianych w książce. Autorka pokazuje w jaki sposób przedstawiały się relacje między Prusakami i Polakami w ramach ich wspólnego królestwa. Okazywało się, iż czasem np. podczas najazdu Szwedów mieszczanie Pruscy, którzy w większości mieli niemiecki korzenie, okazywali się bardziej lojalni wobec korony polskiej aniżeli szlachta polska. Książka skupia się m.in. na problemie Prusaków z ich określeniem swojej relacji do Polski i polskości przez te około 300 lat. Z jednej strony woleli oni zostać w ramach królestwa polskiego z racji braku lepszych alternatyw - nie odpowiadał im bardziej absolutystyczny sposób rządzenia w księstwie pruskim. Przyswajali nawet ideologię sarmacką, tworzyli własne mity uzasadniające  pokojowe współżycie Polaków, Prusów i Niemców. Ale z drugiej strony pragnęli zachować swoją odrębną tożsamość, i bronili się przed centralistycznymi dążeniami szlachty polskiej i jej królów. Zachęcam do lektury książki, która ukazuje jak kształtował się - rzadko poruszany na lekcjach historii - proces demokratyzacji poszczególnych obszarów państwa polskiego.

niedziela, 30 stycznia 2011

Krótka historia organizowania się mniejszości niemieckiej w Polsce

Tutaj pierwszy z trzech filmików ukazujących proces kształtowania się organizacji mniejszości niemieckiej w Polsce - http://www.youtube.com/watch?v=2bThQaXPjoY 

Można zauważyć pewną analogię pomiędzy sytuacją Niemców w Polsce około 20 lat temu  a współczesną sytuacją Ślązaków (tylko pewną analogię, nie twierdzę, że sytuacje te są identyczne) Jeszcze w latach osiemdziesiątych (40 lat po wojnie!) negowano istnienie w Polsce Niemców - i to zarówno po lewej stronie sceny politycznej (generał Jaruzelski) jak i prawej (kardynał Glemp). Jednak przypuszczenia te okazały się błędne. Niemcy pod koniec lat 80 sami zaczęli tworzyć listy świadczące o ich obecności w kraju. Kiedy w końcu został przez nich złożony wniosek o rejestrację organizacji mniejszości, to został on odrzucony przez sąd. Decyzję uzasadniono zagrożeniem dla powszechnego porządku społeczeństwa. W prasie pojawiały się głosy pełne sceptycyzmu i obaw - "Czy istnieje mniejszość niemiecka?", "Który Vaterland?". Ale ostatecznie organizacja mogła rozpocząć legalną działalność, a głosy z czasem ucichły (bardziej szczegółowo proces ten został przedstawiony na filmie). Polacy pogodzili się w dużym stopniu z tym, że w graniach ich kraju mieszkają Niemcy, którzy także są obywatelami polskimi. Nie dość tego - przedstawiciele mniejszości niemieckiej dostali się do parlamentu polskiego. Także na szczeblach lokalnej władzy uzyskali licznych przedstawicieli. Czy Polska z tego powodu przez ostatnie 20 lat się zawaliła? 

Wydaje mi się, że dzisiejsze reakacje mediów i polityków na dojście Ruchu Autonomii Śląska do władzy  w województwie śląskim są efektem tegoż samego strachu przed zmianami co 20 lat temu. Także dziś stosuje się te same zabiegi odwołujące się do obawy przed nowym - neguje się istnienie narodu śląskiego (co oczywiście jest innym rodzajem kłody rzuconej niż negowanie istnienia Niemców w Polsce. Nikt nie negował wtedy istnienia narodu niemieckiego w ogóle), utrudnia się legalizację organizacji mniejszości śląskiej, w mediach podnosi się alarm z powodu Ślązaków zagrażających integralności Polski. Dotyczy to polityków z całego spektrum politycznego (od lewicy - Napieralski, przez  tzw. liberałów - Nałęcz, Buzek, Komorowski, po prawicę - Dorn, Cichocki, oraz Radio Maryja). Ale to co się wydarzyło w przeciągu ostatnich 20 lat powinno nas nauczyć cierpliwości. Trzeba powoli, klarownie acz stanowczo tłumaczyć o co nam chodzi, aż zmiany zostaną zaakceptowane. Czymś naturalnym jest przyzwyczajenie do swojego oglądu rzeczywistości, do nawyków mentalnych, do domu w którym rzeczy są poukładane na swych miejscach, gdzie wszystko ma swoją etykietkę a każdy swoje ustalone miejsce. Ale przebudowa domu już się rozpoczęła. Idzie nowe - jeśli nie dla całej Polskie to na pewno dla świadomości Ślązaków. 

Pokazują to ostatnie badania Dziennika Zachodniego w czterech mistach Górnego Śląska - Katowicach, Gliwicach, Chorzowie i Rybniku -, które ukazały że 46% mieszkańców tych miast chce zadeklarować narodowość śląska w narodowym spisie powszechnym, który rozpocznie się już w kwietniu tego roku (źródło: http://katowice.naszemiasto.pl/tag/narodowosc-slaska-ras.html). Zgodnie z ostatnimi wynikami Spisu z 2002 roku Ślązacy są już teraz największą co do deklaracji mniejszością narodową w Polsce (ponad 170 tyś.). Czy ktoś jeszcze prócz dogmatycznych wyznawców Hegla pragnie w imię idei / definicji negować fakty empiryczne? Naród śląski jest faktem dla nas. A jeśli dla was jeszcze nie jest, to - rozumiemy wasze obawy - ponad 40 lat potrzebowaliście aby zrozumieć, że w granicach waszego kraju żyje przynajmniej 150 tyś. Niemców. Więc cierpliwości - także śląski fakt stanie się z czasem faktem dla was.

wtorek, 28 grudnia 2010

Der Kniefall von Warschau

7 grudnia tego roku była obchodzona 40 rocznica dnia, w którym ówczesny kanclerz Niemiec Willy Brandt uklęknął przed Pomnikiem Bohaterów Getta w Warszawie. Gest Brandta nie był czymś planowanym i wywołał powszechne zdziwienie wśród zgromadzonych wokoło polityków zarówno polskich jak i niemieckich, oraz innych osób. Zapadła cisza po tym jak niespodziewanie kanclerz uklęknął. Czyn ten przeszedł do historii jako jeden z symboli rozliczenia się Niemców z ich historią oraz kolejny etap pojednania polsko - niemieckiego. Tutaj możecie znaleźć dokument przedstawiający osobę Brandta oraz odnoszący się także do tamtego czynu - http://www.youtube.com/watch?v=lN2MM5wV-Bw&feature=related .

Film prócz sylwetki Brandta - pierwszego po II WŚ kanclerza z socjaldemokracji (wcześniej przez 20 lat rządzili w Niemczech chadecy), jest istotny także dla dalszych losów Śląska.
Podczas tamtej wizyty w 1970 roku został podpisany pomiędzy RFN i Polską układ o normalizacji wzajemnych stosunków. W jego ramach została uznana przez Zachodnie Niemcy granica na Odrze i Nysie. Tym samym Niemcy zrzekły się prawa do Pomorza, Warmii, Wielkopolski i Śląska. Film pokazuje jak gwałtownie zareagowała na tą wiadomość prawa strona sceny politycznej w Niemczech. Brandt przez część obywateli został okrzyknięty zdrajcą, odbywały się manifestacje przeciwko niemu.
Samo uklęknięcie - jak już wspomniałem - było kolejnym krokiem pojednania polsko - niemieckiego. Tamtego dnia uklęknąl ten, który nie musiał (Brandt działał w opozycji antyfaszystowskiej, był prześladowany przez nazistów) i zrobił to w imieniu tych, którzy powinni uklęknąć, ale tego nie uczynili. Jeśli chodzi o same relacje polsko - niemieckie to kilka lat wcześniej to oczywiście biskupi polscy wysłali orędzie do biskupów niemieckich z pamiętnymi słowami: "wybaczamy i prosimy o wybaczenie" (źródło: http://pl.wikipedia.org/wiki/Or%C4%99dzie_biskup%C3%B3w_polskich_do_biskup%C3%B3w_niemieckich). Zastanawiające, iż podczas gdy pierwszy gest pojednania ze strony polskiej czyni prawica, ze strony niemieckiej robi to lewica.

W tym kontekście jedna uwaga porównująca świadomość Polaków i Niemców co do przywołanych powyżej wydarzeń - listu biskupów i czynu Brandta. W świadomości Polaków żyje głównie ten pierwszy. Pamięć o tym co zrobił Brandt przemyka gdzieś wśród mniej istotnych artykułów informacyjnych. W tym roku mogło być trochę inaczej, bo obecny prezydent Niemiec Christian Woolf odwiedził 7 grudnia Polskę. Z kolei Niemcy traktują to co zrobił Brandt bardziej jako etap swojego rozliczenia z nazizmem aniżeli gest pojednawczy wystosowany do Polaków. Przypuszczam, że świadomość orędzia biskupów polskich także jest wśród nich mniej żywa. To przecież biskupi polscy jako pierwsi wyciągnęli rękę, zaś sama odpowiedź biskupów niemieckich byłą dosyć chłodna. Aczkolwiek należy pamiętać o różnych formach funkcjonowania kościoła w Polsce i w Niemczech. Wyszyńskiemu bardzo zależało na wystosowania tego listu i nie konsultował jego treści z całością hierarchów polskich, a tym bardziej z resztą wiernych. Co potwierdziły reakcje - nie tylko władzy, ale także społeczeństwa po ukazaniu się owego listu - "za co my mamy przepraszać!". Powstaje tutaj pytanie na ile był to gest pojednawczy kardynała Wyszyńskiego, a na ile całego kościoła polskiego? Kościół w Niemczech jest bardziej egalitarny, tym samym zdystansowana odpowiedź biskupów niemieckich odpowiadała rzeczywistym nastrojom społeczeństwa, które składało się przecież z kilku milionów wypędzonych z Europy środkowo - wschodniej.

niedziela, 28 listopada 2010

Helmut James von Moltke - śląski Niemiec w antynazistowskiej opozycji

Informacje o tym wyjątkowym arystokracie z Krzyżowej pod Wrocławiem, socjaldemokracie, który działał na rzecz bezrobotnych i chłopów, a ostatecznie został skazany  na śmierć przez nazistów za działalność w jednej z najistotniejszych niemieckich grup antynazistowskich (Krąg z Krzyżowej) -  znajdziecie tutaj: http://pl.wikipedia.org/wiki/Helmut_James_von_Moltke .

Lothar Herbst - Ślązak w Solidarności

Źródło: polska Wikipedia:
Lothar Herbst (ur. 27 lipca 1940 we Wrocławiu, zm. 27 kwietnia 2000 tamże) to polski poeta, były działacz związanej z Solidarnością i Solidarnością Walczącą antykomunistycznej opozycji oraz do roku 2000 naczelny redaktor Radia Wrocław.
Lothar Herbst, urodzony w niemieckiej rodzinie, mieszkał w latach 1945-1962 w Wałbrzychu. W latach 1962-1967 studiował on na Wydziale Filologii Polskiej Uniwersytetu Wrocławskiego. Pracę doktorską obronił w roku 1975.
W latach 1980-1981 był redaktorem tygodnika "Solidarność Dolnośląska", w latach 1983-1985 - wydawanego w podziemiu literackiego kwartalnika "Obecność". Kolejne lata spędził na leczeniu w Niemczech, gdzie był jednym z przedstawicieli Solidarności.
W grudniu 1989 został współzałożycielem Towarzystwa im. Edyty Stein we Wrocławiu. Za zasługi Odznaczony Orderem Orła Białego, w Londynie.
W 1990 roku został naczelnym redaktorem Radia Wrocław, w roku 1993 prezesem zarządu tej rozgłośni.
Jego imieniem nazwano studio radiowe w Katedrze Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej na Uniwersytecie Wrocławskim.
23 września 2006 został pośmiertnie odznaczony przez Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski.

Zapytano go kiedyś o to czy czuje się Polakiem czy Niemcem, odpowiedział: Po pierwsze nazywam się Lothar Herbst i jestem Ślązakiem. Wzrastałem jako Polak i w tym czasie jestem polskim patriotą - w więzieniu siedziałem nie za Niemcy, tylko za wolną Polskę. Oczywiście zachowałem w sercu język mej matki i nie chcę, by ktoś mi tego zabraniał lub się do tego wtrącał. (źr. http://maslice.org/index.php?option=com_content&task=view&id=31&Itemid=67)

niedziela, 14 listopada 2010

Niemcy Pomorza, Warmii, Mazur, Wielkopolski i Śląska po 1945 roku

Nawiązując trochę to postu na temat polskiej polityki pamięci, pragnę zapytać - Jaka jest świadomość polskiego społeczeństwa co do losu Niemców, którzy żyli na zachodnich terenach przyłączonych po 1945 roku do Polski? Co takiego stało się z byłymi mieszkańcami Pomorza, Warmii, Mazur, zachodniej Wielkopolski i Śląska? Aby odpowiedzieć na te pytania, pragnę stwierdzić pewne fakty. Oraz zapytać - jak bardzo świadomość tych wydarzeń jest obecna wśród obywateli Polski?

Niemcy mieszkający na terenach obecnie polskich - albo uciekali przed frontem, sami wyjeżdżali. Albo zostali też wysiedleni przez ówczesne władze Polski w latach 1945 - 1948. Albo też zostali wypędzeni ze swoich domów - dawano im 15 minut na spakowanie się, musieli zostawić dorobek swego życia, rodzinne strony i w ciężkich warunkach - obozy, bicia, gwałty, kradzieże - jakoś dostać się do Niemiec. A część z nich została zamordowana. 

Przyjrzyjmy się po kolei liczbom.
1. Ilu Niemców musiało opuścić swoje wcześniejsze ojczyzny (pytam narazie ogólnie - nie chodzi tylko o Polskę, ale także inne kraje europejskie gdzie żyli Niemcy)? - szacuje się, że od 12 do 14 mln. Albo dobrowolnie opuścili zamieszkiwane przez siebie tereny, albo też zostali wysiedlenie czy wypędzeni (zob. http://pl.wikipedia.org/wiki/Wysiedlenia_Niemc%C3%B3w_po_II_wojnie_%C5%9Bwiatowej#Zbrodnie_na_Niemcach_na_terenie_Polski).
2. Ilu opuściło tereny obecnej Polski? (tym razem pytam ogólnie nie różnicując formy opuszczenia - ucieczka, wysiedlenie, wypędzenie)? - było ich ponad 6 mln. (zob. http://de.wikipedia.org/wiki/Vertreibung#Zahlen_zu_Flucht_und_Vertreibung). To ci, którzy kiedyś zamieszkiwali Pomorze, część Wielkopolski, Warmię i Mazury oraz Śląsk.
3. Ile z nich zostało wysiedlonych z terenu Polski (czyli nie licząc teraz tych, którzy sami uciekli) - 3,5 mln. (zob. P. Madajczyk, D. Berlińska - "Polska jako państwo narodowe", Warszawa, 2008, s. 252).
4. Ilu z tych, którzy byli usuwani z terenu Polski zginęło w wyniku tych działań? - ok. 400 tyś. (zob. ibidem, s. 251). W tym 200 tyś. zginęło w radzieckich obozach pracy, 120 tyś. zabitych głównie przez Armię Czerwoną, a 60 tyś. padło ofiarą polskiego sytemu represji (to głównie ofiary polskich obozów i więzień, ale także ofiary zemsty, przemocy, rabunku). Najbardziej znane obozy gdzie po 1945 roku byli przetrzymywani Niemcy i Ślązacy na Śląsku to: Łambinowice, Gliwice, Świętochłowice.

Nie chcę tutaj bronić Związku Wypędzonych w Niemczech z Ericką Steinbach na czele.  Jestem daleki od tego. Także pragnę zaznaczyć, iż w pełni uznaję odpowiedzialność narodu niemieckiego za zbrodnie II WŚ. Zanim doszło do tych wysiedleń Niemców, oni sami dokonywali podobnych i dużo straszliwszych rzeczy. Jestem nawet daleki od porównywania jakościowego tych wydarzeń. Wina niemiecka z pewnością jest o wiele większa - nie neguje tego. Możliwe, że nawet utrata przez Niemców ich wschodnich ziem jest pewną formą sprawiedliwości dziejowej - tego argumentu narazie nie podejmuję.
Celem powyższych danych było uświadomienie co działo się z byłymi mieszkańcami obecnych polskich terenów. Uświadomienie skali tych zmian. Oraz zadanie pytania - ile z tych wiadomości, które zostały tutaj przedstawione funkcjonuje w świadomości zbiorowej Polaków? Czy oświata Polska nie ma obowiązku informowania o wszystkich faktach z przeszłości kraju? Czy kategorią, którą realizuje polska polityka historyczna jest prawda czy interes narodowy? Jeśli prawda to dlaczego praktycznie nikt nie wie o tym co stało się z tymi Niemcami mieszkającymi kiedyś na polskich ziemiach i na jaką skalę się to odbyło?  Dlaczego polska interpretacja historii np. Śląska to - 1. królestwo Piastów - 2.duża, kilku wieczna wyrwa czasowa - 3. powstania śląskie, ...? Jak długo jeszcze będziemy żyli w mitologii "ziem odzyskanych"?


poniedziałek, 1 listopada 2010

Zasłyszano przez Sokratesa przyśpiewka śląsko

Podczas poniedziałkowego spaceru Sokrates zasłyszał od jednygo starzika taki wierszyk:

Oj łakome tłuste kąski,
Te posadki górnośląskie,
Dalej więc na łów!
Precz Ociepka, Malik, Śmieja!
Bo tu jedzie Galileja -
Austriacki huf!

O co chodzi temu staremu Ślązakowi?